|
„Zagraj ma ton niemal basowy. Śpiewak trochę wyższy i spełnia rolę barytonu. Lutnia ma piękny matowy głos, a Nutka najcieniej i najwyżej ciągnie. Wszystkie tworzą chór...
to jest myśliwski śpiew, w którym dźwięczy cała psia radość życia, ambicja, by pokonać przeciwnika, nadzieja, że zwycięstwo jest bliskie i ogromna niecierpliwość, by się to już stało.”
Czyż mogą być słowa napisane współcześnie lepiej oddające charakter ogarów czy gończych?
Ich „melodyjny gon” pobudzał i towarzyszył myśliwemu przez wieki.
Każdemu spotkaniu z czarnym zwierzem, czy rysiem wtórowało „granie” sfory.
Dzikie gęstwiny leśne, proszone polowanie, panowie i damy na koniach. Z oddali słychać zawodzenie. Znalazły „miszkę”. Słychać w nich napięcie, niecierpliwość, że jest...
Czy tak wyglądały dawne polowania?
Nawet pośledni szlachcic trzymał u siebie psy myśliwskie. Były one nieodrodnym akcentem życia dworskiego. W domach bywały charty, ścigłe psy na zające czy lisy. Pożerające przestrzenie pól i łąk. W puszczach królowały ogary - psy gończe, milami tropiące zwierzynę. Nigdy milczkiem. Bo o ich charakterze mówił „zaśpiew” rozbrzmiewający podczas łowów.
Takie psy były skarbem i dumą swego pana. Bogatsi utrzymywali psiarnie, gdzie specjalna służba opiekowała się, karmiła i leczyła zwierzęta.
By łowy okazały się udane należało mieć właściwie ułożone psy. Nie była to łatwa rzecz.
Sztuce tej poświęcano wiele dzieł polskich jak i zagranicznych.
W polskiej kulturze łowieckiej arcydziełem a zarazem pierwszym dziełem kynologicznym jest bez wątpienia „O psiech gończych i myślistwie z niemi” z roku 1608. Autorem jest znany ówcześnie szlachcic Jan Ostroróg, który pisał także dziełka o pszczelarstwie, szachach czy gospodarstwie. Nie wiemy czy dorównywał talentem swojemu przodkowi (innemu słynnemu Ostrorogowi), ale jego „Myślistwo z ogary”, - bo pod tym tytułem funkcjonuje do dziś traktat z 1608 roku - jest znaczącym śladem w literaturze łowieckiej. Dało ono w przyszłości wzór ogara, jakiego szukano dla odbudowy rasy.
Wróciwszy jednak do treści „Myślistwa”.
Znajdujemy tam zasady hodowli, uwagi o rasowości, o kwalifikacjach i wadach psa, o żywieniu i utrzymaniu, o chowaniu, chorobach i ich leczeniu. Ponadto opisuje prawidła myśliwskie, szczegóły gonu, głosów psich, o trąbieniu, dawaniu przezwisk psom.
Nazwanie psa wtedy było ściśle związane z jego charakterem czy pracą. Ostroróg postarał się zebrać 313 imion psich. „ Nomenklatura ogarów” stanowi dobry materiał do wykorzystania i dziś.
Jak sam pisze:
„Mordują się często myśliwcy, imiona psom wymyślaiąc, często ladaiako przeżywają, przeto iakich się słychać dostało, spisać się zdało.”
I tak wymienia np. ARHPA - od harfa, czy ASTUR- łac. „jastrząb”
Ostroróg w „Myślistwie” przedstawił literacka wizję łowiectwa. Bardziej niż o technikę łowów, chodziło o ich istotę. Rolę, jaką pełniły w życiu codziennym szlachty.
Przez wieki, kolejne wydania książki towarzyszyły tej rasie. Ogary istniały zawsze, pisali o nich znawcy przedmiotu. Żeby wymienić Kozłowskiego, Sztyllera czy Kluka.
Po dworach ziemiańskich przemieszkiwały psy, które w odróżnieniu od chartów, (o, że tak powiem, szlacheckim pochodzeniu) swój rodowód miały w początkach rasy często w chałupach wiejskich.
Pan zwoływał chłopów na nagankę, ci zabierali „burki” i ruszało polowanie.
Z biegiem czasu te najlepsze trafiały do psiarni szlachcica, rozmnażając się i dając potomstwo o określonych cechach.
Prócz cech charakteru, ogary różniły się i „posturą”.
W XIX w. kynolog rosyjski Ł. Sabaniejew, określił cztery typy ogarów polskich. I tu może być źródło odróżniania się rasy „Gończy polski” od „Ogara”.
Wg niego różniły się one budową jak i szatą, szczególnie umaszczeniem.
Bywały takie- ciężkie, w typie psa Św. Huberta. Z mocnym podpalanie.
Bywały też lżejsze - określone przez niego jako - polski gończy rączy.
Dwie pozostałe rasy określa mianem ogarów.
Wizerunek ogara czy gończego spotkać możemy w dziełach o tematyce łowieckiej. Przykładem niech będzie dzieło Krescenta.
I tak przetrwały one pod jedną nazwą do II wojny światowej. Zawierucha wojenna przetrzebiła te psy, podobnie jak i inne rasy. Odzyskanie niepodległości pozwoliło również na odrodzenie się populacji ogara w Polsce. Wspomniane wyżej typy ogara zaznaczały jak gdyby charakter terenów, na których występowały.
Z Kresów, otwartych nizinnych pól przywiózł do Polski płk Kartawik psa masywniejszego, rudego z wyraźnym czaprakiem.
Tereny górskie preferowały psa lżejszego w typie. Wg opinii wielu, był on sprawniejszy w stromych warunkach Bieszczad czy Beskidów.
W roku 1967, czyli blisko w 20 roku istnienia Związku Kynologicznego w Polsce były dwie hodowle ogara - płk Kartawika we Wrocławiu i w Bieszczadach - ogara- gończego płk Pawłusiewicza.
Ten ostatni przez lata starał się o uznanie swoich psów jako ogarów.
Ogarem uznano typ. Kartawika. Psy bieszczadzkie - lżejsze, o wyraźnym umaszczeniu czarny-podpalany przyjęto nazywać gończymi polskimi.
Przez lata leśniczówkę „Rajskie” zamieszkiwały psy:
„Wszystkie trzy jednakowe: czarne, podpalane na brązowo, rosłe, mocne”.
Wierny swojemu nazewnictwu w książce „Na dnie jeziora” tak opisuje psy Pawłusiewicz:
„Oto jak wygląda obecny ogar polski: jest on psem średniej wielkości, nieprzekraczający sześćdziesięciu centymetrów wzrostu, krótkowłosym, o silnej zwięzłej budowie... maść czarno-czerwona, podpalana, na piersi może mieć małą, białą plamkę”.
Mimo, że nie żyje „Wujek” (tak często nazywano pułkownika), że od dawna nie ma już wymienionych na początku - Zagraja, Lutni, Śpiewaka czy Nutki, to nadal myśliwi w górach mówią o „ogarach”. To tu, w Bieszczadach zebrano pojedyncze psy gończe. To stąd ruszyły na pierwsze wystawy.
Dla swego „twórcy” były one jednak szczególnymi towarzyszami polowań. „Zdybał” z nimi i rysia:
„Ryś zobaczywszy znienacka psa, stanął. Potem rzucił się w lewo, w prawo. Śpiewak za nim. Ach jak on grał, ten mój wspaniały ogar, nigdy chyba piękniej nie grał! Jak cała zgraja, jak wielka psia orkiestra... Po chwili już obskakiwał rysia, skubiąc go za suknię, czasem ośmielając się atakować tylne nogi... kot sprężył się i skoczył, Śpiewak też skoczył, wprost pod brzuch rysia...”
Gończe typu Pawłusiewicza zaczęto rejestrować w Księdze Wstępnej, z czasem trafiały do Polskiej Księgi Rodowodowej.
Jak nie wiele było udokumentowanych psów gończego polskiego niech świadczy fakt, że po latach przerwy mioty z metryczkami pojawiły się dopiero w 1983 roku u Ewy Danielskiej „Z Gorczańskiego Sioła” oraz u Żywieckiego „Krakowskie Muzykanty” (pierwszy miot z metryczkami pojawił się u Ewy Danielskiej w 1983 roku). Toteż chyba niewiele jest gończaków, które nie majš wród przodków (w rodowodzie) psów „Z Gorczańskiego Sioła”, a co za tym idzie pierwszych psów wpisanych do KW - MERY czy AMIEGO..
Z wielkim oddaniem propagowała i propaguje Ewa Danielska gończego polskiego interesując się chyba każdym nowym psem.
Przez lata szczenięta od niej zzostały wykorzystane w nowych hodowlach. M.in. „Inny świat”, „Cnotliwy Nos”. Stare katalogi są pełne psów z tym przydomkiem.
Do dzisiaj powstało wiele nowych hodowli, których celem jest propagowanie tej rasy rodzimych psów. Uznano nowe umaszczenia - czekoladowe-podpalane czy rude. Ich walory łowieckie docenili współcześni myśliwi, używając ich do polowań jako dzikarzy czy tropowców.
Nie sposób wymienić wszystkie hodowle. Psy z jednych polują, inne sš wystawiane (każda wystawa gromadzi po 20-30 psów). I z roku na rok zdobywają coraz to większe grono miłośników.
I chociaż już 20 lat trwa proces rejestracji ostatniej, piątej polskiej rasy w FCI, to mamy nadzieję, ze może Wystawa Światowa w Poznaniu w 2006 r. zakończy się sukcesem
„Ogary” Pawłusiewicza - Gończe polskie mają się dobrze!
„Nie został ani jeden, wszystkie pognały i z daleka dobiegał ich równy teraz, jednostajny gon... Psy za to grały pięknie, zupełnie jakby śpiewały na cztery głosy... Grały, tak, jakby cieszyły się, że im się powiodło. I wtedy padł strzał - jeden, drugi, trzeci. A potem psy jeszcze trochę poujadały urywanymi głosami i ucichły”
© Musia
|